Jaka była Whitney Houston?

„Miała w sobie taką piękną dwoistość: coś monarszego i zwyczajnego” – mówi Angela Bassett w odpowiedzi na pytanie, które usłyszy w tym roku jeszcze setki razy: „Jaka była Whitney Houston?”. Rozmawia z dziennikarzami z całego świata, promując zrealizowany dla kanału Lifetime film „Whitney”. Podjąwszy wyzwanie, jakim było nie tylko nakręcenie filmu o życiu przyjaciółki, ale i debiut w roli reżysera, Bassett jest podekscytowana rezultatem.

„Oglądałam go chyba sto razy i za każdym razem mnie zachwycał” – mówi o swoim dziele. Dla 56-letniej Bassett biografia to gatunek, w którym doskonale się odnajduje – ma przecież na koncie role takich autentycznych bohaterek jak Tina Turner, Rosa Parks i Coretta Scott King – ale czy również po drugiej stronie kamery? „Zawsze myślałam o tym, żeby się zająć reżyserowaniem, ponieważ jednak czuję wielki respekt dla tego zawodu, uważałam, że musi się pojawić temat, który byłby mi wyjątkowo bliski, nie męczył mnie, o który byłabym gotowa walczyć i zagłębić się w nim bez reszty. Ten film na pewno jest właśnie taki. Wiedziałam, że nikt inny nie opowie tej historii miłosnej z taką pasją jak ja”.

W tym miesiącu mija trzecia rocznica śmierci Whitney Houston, jednej z najbardziej utalentowanych gwiazd amerykańskiej estrady, zmarłej wskutek przedawkowania lekarstw. Dla wielu osób zaskoczeniem będzie określenie relacji między Whitney a jej byłym mężem Bobbym Brownem jako „historii miłosnej”. Czy Bassett tak to postrzega? „Zdecydowanie. Dla mnie to jest właśnie historia miłosna – i tak ją opowiedziałam. Nie mam pojęcia, jak inaczej można by przedstawić ten związek chłopaka i dziewczyny, ich początkową miłość i wzajemną fascynację, wspólną przyszłość i to wszystko, co sprzysięgło się przeciwko nim”.

Fabuła obejmuje pięć lat z życia Whitney Houston, kiedy to zyskała status megagwiazdy, od pierwszego spotkania z Bobbym na rozdaniu nagród Soul Train w 1989 roku aż do rozpadu małżeństwa. Najważniejsza jest oczywiście postać samej artystki – znalezienie do tej roli odpowiedniej aktorki było kluczowe. „Wiedziałam, że Yaya [DaCosta] będzie idealna, odkąd pierwszy raz obejrzałam jej nagranie. Ta wrażliwość, uroda, opanowanie – nie miałam wątpliwości, że to powinna być ona. Ma piękny głos, podeszła do zadania bardzo poważnie i mam nadzieję, że nie zawiedzie widzów”.

Bassett uważa, że sama Whitney zaakceptowałaby ten film. „Jeżdżę do pracy samochodem, zawsze słucham radia i za każdym razem, każdego dnia, leci jakaś piosenka Whitney. Zupełnie jakby codziennie ze mną była. Pewnego razu miałam już wysiadać, żeby pójść do biura, gdy akurat puścili jej kawałek. Patrzę, a obok przejeżdża ogromny autobus z wymalowanymi z tyłu wielkimi literami WH w jej ulubionym kolorze – fioletowym. Z radia słychać piosenkę, a ja się cieszę, że stoję pod biurem, bo równocześnie płaczę, śmieję się i nie mogę się pozbierać. Co za niesamowity zbieg okoliczności!”

Bassett poznała Whitney Houston w 1995 roku, kiedy grały razem w filmie „Czekając na miłość”. Pozostały przyjaciółkami również po zejściu z planu. Kiedy Bassett wspomina wspólnie spędzone chwile, przychodzi pora na pytanie od kanału Lifetime. „Jaka była Whitney Houston?” „Namaszczona [na gwiazdę] i piękna, niezwykle utalentowana, profesjonalna i szczodra. Obdarowywała wszystkich samą sobą: swoim duchem, śmiechem, radością. Była po prostu urzekająca i cudowna”. Zupełnie jak Angela Bassett.