Duże kobiety, wielka miłość

#
DuzeKobietyWielkaMilosc

Głupie wymówki, których używałam, żeby nie iść do kościoła

Jako dziecko lat 90. (urodziłam się w latach 80., ale to nie były moje czasy) uwielbiam obiboków. Moimi idolami są Janeanne Garofolo i Homer Simpson. Niestety nie jestem w stanie iść w ich ślady, bo czuję potrzebę uszczęśliwiania innych ludzi, ale jako dziecko starałam się jak mogłam - szczególnie gdy chodziło o wykręcanie się od pewnych rzeczy, a konkretnie od chodzenia do szkoły i kościoła.

Niełatwo było wykręcić się od pójścia do szkoły, a opuszczenie mszy graniczyło już z cudem. W tej kwestii moi rodzice byli bardzo surowi. Gdy miałam 10 lat, szybciej przekonałabym ich, żeby pozwolili mi pojechać samochodem do Tesco w celu kupienia całego bagażnika bacardi, niż żeby odpuścili mi niedzielną mszę. Teraz gdy o tym myślę, zastanawiam się, dlaczego wtedy nie wpadłam na pomysł z bacardi. Oto lista moich ówczesnych wymówek. Czy były skuteczne? Najczęściej nie.

1. Nie mogę chodzić. Złamałam nogę.

Użyłam tej wymówki w 1996 roku jako jedenastolatka i była ona najskuteczniejszą ze wszystkich. Niestety naprawdę złamałam sobie nogę, co było bolesne i męczące.

2. Pomaganie w szkółce niedzielnej

Jako że jestem najstarszą z sześciu sióstr, obcy ludzie, ciocie i zakonnice zakładają, że "potrafię zajmować się dziećmi". Nic bardziej mylnego. Przyjmuję postawę pasywno-agresywną i mówię rzeczy w stylu "jedzenie zielonej farby nie jest chyba najlepszym pomysłem" albo "nie sądzę, żeby Archibald lubił być gryziony w policzek", wprowadzając panikę i chaos. Czasem udawało mi się uniknąć wizyty w kościele, robiąc coś równie okropnego - a mianowicie opiekując się małymi chrześcijanami. Traciłam okazję zjedzenia opłatka, ale dostawałam kruche ciasteczka z dżemem.

3. Strategiczna noc u koleżanki

"Czy mogę spać u Laury w sobotę? Niedaleko jej domu jest kościół. Pójdę do niego na mszę" - mówiłam tak, gdy nie miałam ochoty na mszę pod okiem rodziców. Potem nie mogłam zasnąć, obmyślając plan i bojąc się, że mama porozmawia z matką Laury ("Nie poszła do kościoła. Spędziła cały poranek, jedząc herbatniki i oglądając telewizję".). Czasami wymykałam się wcześniej i szłam do kościoła, który wcale nie był blisko domu Laury. Musiałam iść 6,5 km, a w tamtych czasach nie znaliśmy smartfonów, więc trudziłam się z mapą w ręku. To było okropne. Nikt nie wygrywał. No może poza Bogiem.

4. Zjadłam truciznę i chyba umieram.

Rok 1994 był intensywny i pełen przemocy. W telewizji wciąż mówili o operacji "Pustynna Burza", PJ i Duncan podbijali listy przebojów swoim agresywnym tekstem "Let's Get Ready To Rumble". Moi rodzice byli zbyt odpowiedzialni, żeby przymknąć na mnie oko, więc przeszli do ofensywy. W domu było pełno trutek, kanistrów i pojemników, których nie mogliśmy dotykać. Przypominał o tym symbol czaszki i skrzyżowanych piszczeli. Wciąż myślę, że jeśli kiedykolwiek zobaczę prawdziwy statek piracki, będę się bała, że mogę go przypadkowo wypić.

Spędziłam tę inwazję mrówek, starając się niczego nie dotykać, ale pewnego sobotniego wieczoru wmówiłam sobie, że na ręku mam trochę trucizny. Byłam tak przerażona, że zabójcza substancja przeniknie przez moją skórę, że postanowiłam ją zlizać. Potem rozpaczałam nad własną głupotą i czekałam, aż przyjdzie po mnie śmierć. Gdy zasypiałam dręczona gorączką, pomyślałam, że przynajmniej nie będę musiała iść jutro do kościoła. Mimo wszystko udało mi się przeżyć noc. Rodzice powiedzieli, że skoro tak martwiłam się o swoje zdrowie, mogli zawieźć mnie do szpitala po niedzielnej mszy. Poszłam do kościoła i nie umarłam w wyniku zatrucia trutką na szczury.

5. Amnezja

Jako wielka fanka melodramatów, dramatów i telewizji śniadaniowej zawsze wierzyłam, że jest spora szansa na to, że zapadnę w śpiączkę i obudzę się, nie pamiętając mojego dotychczasowego życia. Może dlatego czasem eksperymentowałam z amnezją, żeby zobaczyć, jak poradziliby sobie ze mną moi rodzice. Gdy mama stukała do drzwi sypialni z herbatą w ręku, pytając, kiedy zamierzam skorzystać z łazienki, machałam rękami, zastanawiając się na głos, kim jestem, kim jest ona, co się ze mną dzieje, czym jest kościół i co to za Jezus. Mama najczęściej pukała się w głowę i przypominała mi, że mam dziś wygłosić pierwsze czytanie i wykonać antyfonę przed komunią świętą. Zmarnowałam wiele godzin dzieciństwa, marząc o zapadnięciu w śpiączkę, żeby zrobić jej na złość.

Autor @NotRollerGirl