Kwiaty na poddaszu

#
KwiatyNaPoddaszu

Kwiaty na poddaszu – wywiad z Masonem Cookiem

Masona Cooka znacie być może z serialu telewizyjnego „Maski szpiega”, w którym występował obok Seana Beana i Ali Larter. Ten 14-letni aktor debiutuje teraz w kanale Lifetime jako młody Bart Sheffield, syn Cathy, w filmie „Kwiaty na poddaszu 3: A jeśli ciernie”. Z Masonem rozmawialiśmy o jego sławnych znajomych, ambicjach aktorskich i wielu innych sprawach...

P: Jak ci się udaje pogodzić aktorstwo ze szkołą i utrzymywaniem kontaktów ze znajomymi?

O: Ze szkołą to trochę skomplikowane, ponieważ aktorstwo jest pracą w pełnym wymiarze godzin. Większość dzieci chodzi do szkoły w ciągu dnia, ja natomiast uczę się i pracuję równocześnie. Mam na planie własną nauczycielkę, która się o to troszczy. Gdziekolwiek kręcimy, ona też tam jest. Czasem chodzę do szkoły na zajęcia weekendowe, żeby zupełnie nie wypaść z kursu. Nie jest to łatwe, ale zależy mi na dobrych wynikach w nauce. Moi znajomi spoza aktorskiego świata przyzwyczaili się do tego, że mam zwariowany rozkład dnia i że trudno się ze mną na cokolwiek umówić. Ale wielu najbliższych przyjaciół to również aktorzy i oni doskonale mnie rozumieją. Sspotykamy się, gdy tylko trafi się okazja.

P: Jak ci się pracowało z Heather Graham?

O: Heather jest nie tylko piękna, ale i przesympatyczna. To jedna z najcudowniejszych osób, z jakimi zdarzyło mi się pracować. W „A jeśli ciernie” gra bardzo złożoną postać, którą wielu pewnie uzna za złą, ale moim zdaniem Corrine bywa też bardzo ludzka w swoim postępowaniu.

P: Poznałeś wielu innych znanych aktorów. Czy któryś z nich cię onieśmielał swoją sławą? Czy kogoś szczególnie chciałbyś jeszcze poznać?

O: Bardzo często jestem o to pytany. Pracowałem już z kilkoma moimi aktorskimi idolami. Przy okazji „Małych agentów” powiedziałem dziennikarzom, że chciałbym zagrać z Johnnym Deppem i Steve’em Carellem. Minęły dwa lata i tak się stało! Cudza sława raczej mnie nie onieśmiela, ponieważ dla mnie są to po prostu aktorzy, tacy jak ja, choć ekscytuję się, kiedy spotykam kogoś, kogo od zawsze podziwiałem. [Zastanawia się] No może trochę onieśmielił mnie Johnny Depp... Bo to przecież sam Johnny Depp! [Śmiech].

Bardzo chciałbym poznać na planie George’a Clooneya, Bradleya Coopera, Matta Damona i Meryl Streep. Gdyby mi kiedykolwiek było dane wystąpić w jednym filmie z całą tą czwórką naraz, chyba bym zemdlał z wrażenia!

P: Jak dostałeś rolę w „A jeśli ciernie”?

O: To było zaraz po tym, jak wystąpiłem gościnnie w programie telewizyjnym „The Haunting Hour”, zrealizowanym przez tego samego producenta. To on mnie ściągnął na przesłuchanie i po spotkaniu z reżyserem zostałem obsadzony w roli Barta.

P: Podaj nam trzy powody, dla których ludzie powinni obejrzeć „A jeśli ciernie”.

O: Przede wszystkim film spodoba się entuzjastom „Kwiatów na poddaszu”. „A jeśli ciernie” to trzecia książka w tym cyklu, po raz pierwszy zekranizowana. Sądząc po tweetach, jakie dostaję, powieści te mają liczne grono zagorzałych fanów. Myślę, że nasze dzieło przypadnie im do gustu.

Ale to nie jest film wyłącznie dla wielbicieli tych książek. Moim zdaniem broni się on jako samodzielna historia. Reżyserka Nancy Savoca wykonała niesamowitą robotę. Film jest tak piękny, tak artystyczny, że spodoba się również tym, którzy nie znają wcześniejszych części.

Uważam też (śmiech), że ludzie powinni mnie zobaczyć w roli zupełnie innej od poprzednich. Miałem mnóstwo frajdy, wcielając się w mroczną postać Barta. To było wymagające zadanie, które sprawiło mi ogromną przyjemność!

P: Czy zobaczymy cię wkrótce w jakichś innych filmach lub programach telewizyjnych?

O: Tak. W kwietniu zaczynamy kręcić drugi sezon „Masek szpiega”. Gram tam Aidena Oduma, syna Martina Oduma, czyli Seana Beana, który jest tajnym agentem FBI. W poprzednim sezonie dużo się działo, jestem więc bardzo ciekaw, jakie zwariowane sytuacje czekają nas w tym roku. Nowe odcinki „Masek szpiega” będą nadawane latem.

W kwietniu będzie mnie też można zobaczyć na gościnnych występach w serialu NBC „The Night Shift”.

P: Jak ci się pracowało z Johnnym Deppem w „Jeźdźcu znikąd”?

O: To było jak jedna bardzo długa lekcja aktorstwa u mistrza. Nie spotkałem dotąd aktora, który by bardziej niż on angażował się w to, co robi. Nauczył mnie na przykład, co to naprawdę znaczy wcielić się w postać. We wszystkich wspólnych scenach graliśmy tylko my dwaj, spędziliśmy więc razem mnóstwo czasu i świetnie się bawiliśmy. To wspaniały facet.